#49 dressing table - my review


Toaletka to chyba marzenie każdej kobiety. W końcu gdzieś trzeba trzymać wszystkie swoje kosmetyki, tak żeby nie poniewierały się po całym mieszkaniu i co najważniejsze, nie pogubiły się! Toaletki podobały mi się od zawsze, jednak wcześniej nie miałam gdzie jej postawić, gdyż mój pokój był cały zagracony innymi meblami (które zresztą w większości były niepotrzebne). Ale wiadomo jak to bywa w domu. Teraz, gdy się przeprowadziłam wreszcie znalazło się miejsce żeby spełnić to marzenie! Dzisiaj chciałam Wam pokrótce opowiedzieć o mojej toaletce - spostrzeżenia na jej temat i czy warto ją kupić. Myślę, że może to pomóc wielu osobom, które właśnie zastanawiają się nad takim zakupem!


Toaletkę kupiłam na allegro za ok. 350 zł. Zastanawiałam się nad większą jednak ich ceny..nie ukrywajmy, są kosmiczne. Ta również do tanich nie należy, ale patrząc na toaletki w innych sklepach ta wygląda całkiem nieźle. Tak więc stosunek ceny do wyglądu jest jak najbardziej w porządku.


Dużym plusem toaletki jest spore lustro, które można odchylać w zależności jak chcemy. Elementem przewodnim w tej toaletce są motywy kwiatowe, które możemy spotkać w wielu miejscach. Tak samo jest na górze lustra, ale i na szufladkach a także na krzesełku. Ja niestety muszę korzystać z mniejszego lusterka podczas malowania się, bo toaletka jest tak ustawiona że światło źle oświetla twarz. Tak czy tak jest super elementem dekoracyjnym.


Jak widać toaletka ma 4 szufladki i półeczkę pod lustrem. Blat nie jest jakoś szczególnie duży ale na moje potrzeby jest wystarczający. Jedynym z minusów blatu jest to, że nie jest on szklany. Przez to toaletka będzie się szybciej brudzić i ten brud czasem będzie ciężko usunąć.



Dwie szufladki pod lustrem są dosyć śmieszną sprawą, gdyż są baardzo malutkie. Niewiele tam można zmieścić, a na dodatek ich wykonanie nie powala. Na chyba każdym 'wzorku' na toaletce są takie czarne kropeczki. Przypuszczam że to niedoróbki podczas malowania. Tak samo za szufladką ktoś nie do końca pomalował drewno. Nie przeszkadza to jednak w użytkowaniu, ani tym bardziej tego nie widać gdy nie wyjmujemy całej szufladki, ale jednak szczegóły nie są zbyt dobrze dopracowane.


Niżej są szufladki dużo większe. Na pewno pomieszczą większą ilość kosmetyków. Minusem większych i mniejszych szufladek jest to, że nie mają prowadnic. Łatwo więc o to, żeby szufladka wypadła podczas wysuwania no i oczywiście wtedy łatwiej by się je wysuwało. Kolejną sprawą jest też to, że spód szufladek jest pokryty farbą w sprayu. Gdy przejedziemy po nim palcem to dużo białego pyłku zostaje na palcach. Tak na pewno nie powinno być.



Dużym plusem jest to, że w zestawie było również krzesełko do toaletki. Świetnie mieści się pod nią, więc łatwo je schować. Tak samo jak na toaletce i tutaj znalazł się ten motyw z kwiatkiem. Świetnie to pasuje do całości. Obicie krzesełka nie powala, tak samo jego wykonanie. Gdzieniegdzie odchodzą nitki, ale oprócz tego jest dosyć wygodne.

-------------------------------------------------------------------

Szczerze mówiąc, zamawiając tą toaletkę myślałam że będzie dużo lepiej wykonana. Z wyglądu jest prześliczna, jednakże są szczegóły które nie powinny wyglądać jak wyglądają. Szczególnie niedoróbki w malowaniu - katastrofa. Również szufladki mogły być większe.
Mimo tego, że toaletka ma dużo niedoróbek to jak najbardziej ją polecam. Jak dla mnie jest wystarczająca, ale dla osoby która ma dużo kosmetyków nie sądzę że spełni dobrze swoje zadanie!
W najbliższym czasie na blogu też pojawi się organizacja toaletki, także możecie pisać czy jesteście takim postem zainteresowani:) I oczywiście czekam na komentarze co sądzicie o mojej toaletce i czy sami jakąś macie!


#48 zaful haul


Mam wrażenie, że ostatnio trochę za dużo tutaj postów z samymi haulami. W najbliższym czasie planuję troszkę urozmaicić bloga, aby nie skupiał się tylko na jednej tematyce Wiadomo - ma się on skupiać głównie na modzie, ale nie tylko do niej ograniczać. Chcę się rozwijać i powoli realizować nowe pomysły, co mam nadzieje przyniesie tylko dobre efekty. 
Blog ma już prawie rok. Nie sądziłam, że tyle tu wytrwam patrząc na systematyczność z jaką tutaj piszę i jestem. Czasem mam momenty w których mogłabym być tutaj codziennie, ale bywa też zupełnie na odwrót. Tak czy tak chciałam wszystkim baardzo podziękować. Może domyślacie się już za co? Taak! Kilka dni temu wybiło dokładnie 100 obserwujących!

 Jest to dla mnie na prawdę duże osiągnięcie. Jeszcze jakiś czas temu zaczynałam od zera, a teraz? Coraz bardziej wchodzę w ten świat 'blogowania' i muszę przyznać, że coraz bardziej mi się podoba. Nie mniej jednak bez Was mnie by tutaj nie było. Bez wszystkich komentarzy - tych miłych i tych bardziej krytycznych, bez czytelników. Mam nadzieję, że wszystko dalej będzie szło po mojej myśli i blog będzie się rozwijał z każdym dniem.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Przechodząc do dzisiejszego posta w ostatnim czasie doszła do mnie kolejna paczka z Zaful. Jest to chyba najlepsza z firm z którymi podjęłam współpracę. Tym razem też się nie zawiodłam i jestem bardzo zadowolona z jakości mojego zamówienia. Przejdźmy więc do rzeczy!




SPODENKI - KLIK

- spodenki są prześliczne, najgorsze jest to, że są na mnie za małe mimo że wzięłam rozmiar większy, ale wiadomo jak to bywa z chińską rozmiarówką
- są bardzo dobrze wykonane, naszywki nie odchodzą od spodenek
- jeśli będzie szansa na pewno zamówię je w kolejnym zamówieniu i tym razem w dobrym rozmiarze!




OKULARY - KLIK

- okulary są świetne, zamawiałam już identyczne w kolorze czarnym (  link  ) 
- są bardzo dobrej jakości, a cena jest na prawdę niska




BLUZKA HISZPANKA - KLIK

- prześliczna hiszpanka, na którą polowałam od dłuższego czasu i w końcu trafiłam na idealną
- szkoda tylko że jest taka króciutka, ale oprócz tego nie ma żadnych mankamentów 
- super dopasowuje się do ciała, jest w miarę elastyczna





WIĄZANY T-SHIRT - KLIK

- koszulka ma przecudowny różowy kolor i naszywkę z różą
- jest identyczna jak na stronie
- mega się cieszę że udało mi się ją upolować bo schodziły baaardzo szybko
- ma świetne wiązanie z przodu 
- jestem z niej baardzo zadowolona


To zamówienie w całości przypadło mi do gustu. Jestem jedynie bardzo zawiedziona spodenkami, więc mam nadzieję, że uda mi się je jeszcze raz zamówić. Typowo proszę o klikanie w linki, bo pamiętajcie - bez Was by mnie tutaj nie było. Jeszcze raz bardzo dziękuję za taką liczbę obserwatorów! Jeszcze bardziej to motywuje do pracy i cieszy, że ktoś chce w ogóle czytać moje wypociny:)
W komentarzach piszcie co podoba Wam się w blogu a co według Was powinnam zmienić - chętnie poznam Wasze opinie! 


#47 cocolita - cosmetic haul


Dawno nie było tutaj żadnego odzewu z mojej strony, ale ostatnio sporo się działo w moim życiu. Ostatni tydzień spędziłam w szpitalu. Około miesiąca temu wykryto u mnie guza na szyi, który musiał zostać usunięty. Wszystko w sumie toczyło się bardzo szybko. Z dnia na dzień dostałam termin operacji, dlatego też blog poszedł w odstawkę, bo przecież zdrowie najważniejsze. Na szczęście już wszystko za mną, jeszcze tylko wyjęcie szwów i wszystko powoli będzie wracać do normy. Kilka dni przed operacją odwiedziły mnie również koleżanki. Wszyscy razem świętowaliśmy moje urodziny, więc też nie miałam kiedy tu pisać i jak zwykle narobiłam sobie zaległości..Ale tak zwykle bywa z moją systematycznością:( 
Tym razem przychodzę do was z haulem kosmetykowym. Coś takiego na blogu pojawia się chyba po raz drugi, ale to dlatego że w sumie nowych kosmetyków za dużo nie kupuję, a jak już kupuję to tylko to co najpotrzebniejsze i pojedynczo. Na co dzień robię niemalże identyczny makijaż, więc kosmetyki się powtarzają. Tym razem również było podobnie, ale postanowiłam się pochwalić moim zakupem, a szczególnie paletką cieni z której jestem mega zadowolona, co zobaczycie dalej. 



Paczka w sumie jak na 3 produkty przyszła spora, ale przynajmniej wszystko doszło w świetnym stanie, nic się nie potłukło, nie rozlało ani nie rozsypało. 


prime and fine mattifying powder

Pierwszym produktem, który zamówiłam jest puder matujący z Catrice. Jest on transparentny, dlatego nie ma żadnego problemu z doborem odcienia, gdyż pasuje do każdej skóry. Producent, jak widać na opakowaniu, zapewnia że będzie on wodoodporny, ale czy to możliwe? Sami odpowiedzcie sobie na to oczywiste pytanie. Oprócz tego puder jest świetny, twarz po nim się nie świeci i wygląda dużo lepiej. Polecam ten produkt z czystym sumieniem. 


l'oreal true match foundation

Kolejnym produktem jest wszystkim świetnie znany podkład z L'oreala. Mój jest w odcieniu 1.N Ivory, czyli ten najjaśniejszy. Nie daje on efektu maski, świetnie dopasowuje się do skóry i zakrywa mniejsze niedoskonałości. Długo szukałam dobrego podkładu dla siebie i ten jest idealny.






make up revolution beyond flawless eyeshadows

I już ostatnim produktem jest paletka cieni, z której jestem na prawdę baaardzo zadowolona. Jest to w sumie moja pierwsza 'normalna' paletka cieni. Wcześniej używałam jedynie tej z zaful, którą kiedyś wam pokazywałam w jednym z hauli, ale była to taka typowa chińska paletka cieni. Szczerze to połowa z nich nadawała się do kosza, bo tylko te matowe dobrze się trzymały, a te bardziej błyszczące bardzo się osypywały i lądowały na całej twarzy. Według mnie kolory tej paletki są przepiękne, raczej takie typowe nudziaki, ale też kilka ciemniejszych i takich wpadających w róż. U mnie sprawdzają się cudownie i co najważniejsze nie osypują się i super się trzymają. Paletki z Revolution mimo swojej niskiej ceny, mają na prawdę świetną jakość. 


Na osłodę do każdego zamówienia sklep dorzuca nam cukiereczka. 
Ogólnie całość oceniam na duży plus. Paczka doszła do mnie po 3 dniu od zamówienia, więc bardzo szybko. Był to mój pierwszy raz, kiedy kupowałam na tej stronie, ale na pewno nie ostatni.

Piszcie co sądzicie o tych kosmetykach, czy też ich używacie i jak u was się sprawdzają!:)

CIY: reese's


Dawno na blogu nie pojawiały się żadne moje kulinarne eksperymenty. Nie wiem czy wy to lubicie - ale ja bardzo! Nigdy nie miałam większej okazji żeby gotować, ale odkąd się przeprowadziłam na prawdę to polubiłam i lubię popróbować czegoś nowego. Co do przeprowadzki - również w tym temacie miałam wam coś opowiedzieć. Wszystko działo się na prawdę szybko i nie spodziewałam się, że już na początku lipca przeniosę się do nowego miasta, bo początkowe plany były inne. Głównym celem mojej przeprowadzki było zamieszkanie z chłopakiem, a z tym powiązało się też pójście na studia i rozpoczęcie tak na prawdę nowego życia. Nowego, bo już nie z rodzicami,bo w innym mieście, i w innej szkole. Na studia takie jakie chciałam nie dostałam się, ale kierunek na który idę jest ściśle związany z tym 'wymarzonym'. Tak czy tak, będę próbowała się na niego przepisać. Jeśli ktoś ma w tym temacie jakieś doświadczenia, możecie pisać w komentarzach:)
Warszawa - bo tu się przeprowadziłam, jest mi jeszcze dosyć obca i cały czas przyzwyczajam się do nowego miejsca i nowych ludzi. Fakt, że za rodzinnym miastem odrobinę tęsknię. W końcu zostawiłam tam wszystkich przyjaciół i rodzinę, ale w życiu trzeba próbować czegoś nowego i nie stać w miejscu. Ja uważam, że to była dobra decyzja. Przeprowadzka oprócz minusów ma też masę plusów, bo przecież życia najlepiej nauczymy się sami, żyjąc swoim życiem, na własny rachunek i podejmując własne decyzje. Tak też zrobiłam i mam nadzieję, że wszystko będzie po mojej myśli.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przechodząc do dzisiejszego tematu... CIY, czyli CookItYourself. Tym razem postanowiłam przygotować i podzielić się z wami przepisem na kultowe amerykańskie ciasteczka Reese's.

SKŁADNIKI: 


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

1. Rozpuszczamy czekoladę mleczną w kąpieli wodnej. Ja zużyłam prawie całą.


2. Do foremek nakładamy czekoladę, tak aby utworzyć podstawy naszych babeczek. Ja użyłam silikonowych form, ale oczywiście możecie do tego wykorzystać z papieru. Zauważcie, że nie dajemy czekolady na całą formę. Pamiętajcie żeby nie zużyć całej czekolady, gdyż będzie nam potrzebna na górę ciasteczek!!



3. Nasze foremki wkładamy do lodówki i czekamy aż czekolada zaschnie. Następnie wyjmujemy ją z foremek.

4. Aby przygotować nadzienie, do miseczki wkładamy 2-3 łyżki masła orzechowego.


Następnie dodajemy ok. 1/3 szklanki cukru pudru.


I na końcu szczyptę soli oraz 2 krople aromatu waniliowego.



5. Całość mieszamy aż powstanie jednolita masa. Ja niestety nie miałam miksera więc robiłam to ręcznie, ale wszystko ładnie się połączyło.


6. Nasze foremki z czekolady wypełniamy nadzieniem, a na nadzienie dajemy warstwę czekolady, tak aby ładnie pokryło całe ciastko. 


7. Całość ponownie wkładamy do lodówki i czekamy aż czekolada będzie twarda i... gotowe!




Całość według mnie jest banalna w wykonaniu, chociaż fakt, że pod względem estetycznym moje reese's wyglądają strasznie. Tak czy tak pierwsze podejście uważam za bardzo udane, bo ciasteczka były przepyszne!