CIY: reese's


Dawno na blogu nie pojawiały się żadne moje kulinarne eksperymenty. Nie wiem czy wy to lubicie - ale ja bardzo! Nigdy nie miałam większej okazji żeby gotować, ale odkąd się przeprowadziłam na prawdę to polubiłam i lubię popróbować czegoś nowego. Co do przeprowadzki - również w tym temacie miałam wam coś opowiedzieć. Wszystko działo się na prawdę szybko i nie spodziewałam się, że już na początku lipca przeniosę się do nowego miasta, bo początkowe plany były inne. Głównym celem mojej przeprowadzki było zamieszkanie z chłopakiem, a z tym powiązało się też pójście na studia i rozpoczęcie tak na prawdę nowego życia. Nowego, bo już nie z rodzicami,bo w innym mieście, i w innej szkole. Na studia takie jakie chciałam nie dostałam się, ale kierunek na który idę jest ściśle związany z tym 'wymarzonym'. Tak czy tak, będę próbowała się na niego przepisać. Jeśli ktoś ma w tym temacie jakieś doświadczenia, możecie pisać w komentarzach:)
Warszawa - bo tu się przeprowadziłam, jest mi jeszcze dosyć obca i cały czas przyzwyczajam się do nowego miejsca i nowych ludzi. Fakt, że za rodzinnym miastem odrobinę tęsknię. W końcu zostawiłam tam wszystkich przyjaciół i rodzinę, ale w życiu trzeba próbować czegoś nowego i nie stać w miejscu. Ja uważam, że to była dobra decyzja. Przeprowadzka oprócz minusów ma też masę plusów, bo przecież życia najlepiej nauczymy się sami, żyjąc swoim życiem, na własny rachunek i podejmując własne decyzje. Tak też zrobiłam i mam nadzieję, że wszystko będzie po mojej myśli.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przechodząc do dzisiejszego tematu... CIY, czyli CookItYourself. Tym razem postanowiłam przygotować i podzielić się z wami przepisem na kultowe amerykańskie ciasteczka Reese's.

SKŁADNIKI: 


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

1. Rozpuszczamy czekoladę mleczną w kąpieli wodnej. Ja zużyłam prawie całą.


2. Do foremek nakładamy czekoladę, tak aby utworzyć podstawy naszych babeczek. Ja użyłam silikonowych form, ale oczywiście możecie do tego wykorzystać z papieru. Zauważcie, że nie dajemy czekolady na całą formę. Pamiętajcie żeby nie zużyć całej czekolady, gdyż będzie nam potrzebna na górę ciasteczek!!



3. Nasze foremki wkładamy do lodówki i czekamy aż czekolada zaschnie. Następnie wyjmujemy ją z foremek.

4. Aby przygotować nadzienie, do miseczki wkładamy 2-3 łyżki masła orzechowego.


Następnie dodajemy ok. 1/3 szklanki cukru pudru.


I na końcu szczyptę soli oraz 2 krople aromatu waniliowego.



5. Całość mieszamy aż powstanie jednolita masa. Ja niestety nie miałam miksera więc robiłam to ręcznie, ale wszystko ładnie się połączyło.


6. Nasze foremki z czekolady wypełniamy nadzieniem, a na nadzienie dajemy warstwę czekolady, tak aby ładnie pokryło całe ciastko. 


7. Całość ponownie wkładamy do lodówki i czekamy aż czekolada będzie twarda i... gotowe!




Całość według mnie jest banalna w wykonaniu, chociaż fakt, że pod względem estetycznym moje reese's wyglądają strasznie. Tak czy tak pierwsze podejście uważam za bardzo udane, bo ciasteczka były przepyszne!


#45 outstanding zaful haul


Minęły prawie 2 miesiące od kiedy mnie tutaj nie było - d w a pracowite miesiące. Swoją nieobecność zawdzięczam głównie brakowi czasu, w końcu tyle się ostatnio wydarzyło. Przeprowadzka, załatwianie studiów, wyjazdy i szwankujące zdrowie. 
Bloga wolałam odłożyć na jakiś czas i zająć się tym co ważniejsze, ale postanowiłam, że czas nadrobić zaległości i wrócić tutaj z nową siłą i nowymi pomysłami, których mi ostatnio nie brakuje. A co do tych zaległości to ich się sporo nazbierało, a szczególnie baardzo zaległa paczka z ZAFUL.
Przyszła do mnie jakiś miesiąc tamu jak nie więcej, dlatego nie przedłużając - zobaczcie co dostałam:)









ZESTAW CHOKERÓW - KLIK 
- jest ich 8, więc za tą cenę na prawdę się opłaca
- są na prawdę w porządku i przyjemnie się je nosi



NARZUTKA NA PLAŻĘ - KLIK
- myślałam, że będzie lekka, zwiewna i przezroczysta a jest zupełnie inaczej
- jak ją pierwszy raz założyłam to skojarzyła mi się bardziej z fartuchem lekarskim
- nie polecam, jak na jakość i wykonanie i przeznaczenie cena jest kosmiczna



SUKIENKA - KLIK
- wszystko byłoby w porządku gdybym nie pomyliła się z rozmiarem (nie zaznaczyłam i wysłali XL)
- dla mnie jest za duża, ale wygląda na prawdę w porządku 
- idealna na gorące dni





T-SHIRT - KLIK

- koszulka totalnie nie dla mnie, myślałam że będzie trochę inaczej się prezentować
- jeśli ktoś lubi takie odważniejsze koszulki to jest idealna
- po boku ma zameczek

SZORTY - KLIK

- są cudowne, mają piękny kolor i świetnie leżą
- są z wysokim stanem
- bardzo polecam na lato!






OKULARKI NR 1 - KLIK
OKULARKI NR 2 - KLIK

- obie pary są świetnie wykonane, jednak te pierwsze są trochę duże i wg mnie dobrze nie leżą i mi nie pasują

------------------------------------------------------------------------------------

To by było na tyle z tego zamówienia. Można powiedzieć że jest ono z letniej edycji, gdyż wszystkie rzeczy świetnie nadają się na takie upały i gorącą pogodę, jednak nie każda z tych rzeczy sprawdza się u mnie.
Jeśli chodzi o bloga postaram się bywać tutaj dużo częściej, ale tym razem na poważnie. Posty będą się pojawiać co kilka dni, dlatego ich wyczekujcie, a przy okazji może dowiecie się czegoś więcej co się u mnie zmieniło.


#44 mermaid effect nails - new


Po raz kolejny miałam poprawić się z ilością pisania tutaj, ale kompletnie nie miałam ani ochoty ani czasu więc na siłę nic robić nie chciałam. Myślę, że wena i taka motywacja do częstszego wstawiania postów tutaj przyjdzie z czasem, a nie chcę wrzucać tutaj byle czego. 
Wakacje mijają szybko, za 10 dni wyniki matur. Na dodatek pracuję, co też sporo czasu pochłania. Cieszę się jednak, że tyle wolnego jeszcze przede mną. Co do moich dalszych planów? Studia. A co potem to się okaże. 


Dzisiaj jednak głównym tematem (jak możecie się domyślać) są paznokcie. Wiem, że efekt ten może wiele z Was już znać gdyż panuje on już od dłuższego czasu, ale może w tej wersji będzie to dla Was coś nowego. Oczywiście mowa o kultowym efekcie syrenki, który świetnie się sprawdza na każdą okazję. Typowo syrenka jest wcierana w utwardzony wcześniej lakier a następnie nakładamy top i efekt jest gotowy. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić syrenkę robioną na mokro. Przejdźmy więc do rzeczy!

------------------------------------------------------------------------------------------------

JAK ZROBIĆ SYRENKĘ NA MOKRO?

1. Pierwszym krokiem jak zwykle jest przygotowanie płytki. Ja moje paznokcie przedłużałam na żelu, jednak tym razem zmieniłam swoje żele. Wcześniej używałam żelu jednofazowego z firmy SILCARE. Fakt, że cena była okazyjna, ale tak na prawdę paznokcie co chwilę mi odpadały i chyba nigdy nie trzymały się 2 tygodnie, a ledwo tydzień i to nie które. Nie wiem czy tylko ja miałam taką sytuację, ale stwierdziłam, że lepiej zainwestować w coś lepszego, żeby paznokcie trzymały się dłużej a pieniądze zostały w kieszeni. Obecnie używał żelu już trójfazowego z Victorii Vynn. Paznokcie trzymały mi się ostatnio spokojnie 2 tygodnie, jednak sama je zdjęłam, ale myślę, że wytrwałyby dużo dłużej. 




2. Następnie malujemy nasze paznokcie na pożądany przez nas kolor. Ja pomalowałam je na mój ulubiony kolor z Neonail'a.  Ja paznokcie, które miały być z efektem syrenki robiłam na końcu. Nie chciałam, żeby do innych wtargnął mi się pyłek i wg mnie to z nim jest najwięcej roboty, dlatego taką pracę zostawiam na sam koniec. 


3. Paznokcie na których miał być efekt pomalowałam jedną warstwą lakieru, a następnie utwardziłam. Później nałożyłam drugą warstwę lakieru, którą OD RAZU obsypałam pyłkiem. Dopiero potem utwardzamy całość jednak 2x dłużej, więc w moim przypadku było to 120s. 


4. Na zdobienie nie nakładamy żadnego topu. Efekt jest banalnie prosty a wygląda na prawdę ślicznie! Całość jest gotowa:)


Piszcie co sądzicie o tym efekcie i czy już o tym słyszeliście?! :)

#43| 1$ beauty blender?!



"kosmetyczny must have, który zmienił sposób aplikacji podkładu na całym świecie, produkowany jest ręcznie w USA, co gwarantuje jego topową jakość i bezpieczeństwo stosowania. Niestety, doczekał się setek podróbek, które dostępne są także w Polsce :( Oszuści starają się, by opakowanie jak najdokładniej przypominało oryginalne pudełeczko, choć wprawne oko od razu dostrzeże różnicę"
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Mowa oczywiście o Beauty Blenderze. Jest to gąbeczka, o której słyszał już każdy. Jest hitem kosmetycznym i z pewnością każda kobieta ma go w swojej kosmetyczce. Jej celem jest idealne rozprowadzenie podkładu na skórze twarzy, aby uzyskać naturalny efekt. 
Ja osobiście oryginalnego Beauty Blendera nie mam. Jego cena mnie trochę przerasta, bo za tą gąbeczkę musimy zapłacić 69 zł. Do makijażu używam gąbeczki bardzo zbliżonej do oryginalnej, a mianowicie mowa o Real Technique Miracle Complexion Sponge. Cena tej gąbeczki jest o połowę mniejsza, a efekt jest na prawdę świetny. Wiele osób też bardziej chwali sobie gąbeczkę z Real Technique niż oryginalną.

Jak już sam producent pisze na swojej stronie, w sieci można kupić masę innych podróbek Beauty Blendera. Aby sprawdzić ich skuteczność skusiłam się na zakup gąbeczki z aliexpress. Wybór jest tam na prawdę ogromny a ceny wahają się od tych za mniej niż 1$ do cen oryginalnej gąbeczki. Dzisiaj chciałam Wam zrobić porównanie mojej gąbeczki z właśnie tą najtańszą. 



Mnie ta gąbeczka kosztowała dokładnie $0,79 co przeliczając na polską walutę daje dokładnie 3,21zł. Cena jest bardzo kusząca, nie sądzicie?! Ale mimo to, że kosztuje grosze to różnice są na prawdę zauważalne. 

 (po lewo Real Techniques | po prawo gąbeczka za 1$)

Na zdjęciu możecie zauważyć obie gąbeczki po namoczeniu. Pierwsza zwiększyła swoją objętość tak jak powinna, czyli prawie dwukrotnie. Natomiast z tą tańszą kompletnie nic się nie stało. Ani nie powiększyła się, ani nie zmiękła, co trochę przeszkadza w aplikowaniu podkładu. Nawet nienamoczona gąbeczka Real Techniques jest dosyć miękka, natomiast ta druga nie, więc nie używa się jej tak przyjemnie. 


Fakt, że obie gąbeczki się brudzą i ciężko ten podkład z nich domyć, dlatego zostają brzydkie ciemniejsze plamki na nich. Jednak gąbeczka Real Techniques po pierwszym użyciu nie była w takim można powiedzieć 'złym' stanie jak tańsza gąbeczka. 

Tak czy tak, do nakładania makijażu gąbeczka się nadaje. Spełnia swoją rolę tak jak powinna, może podkładu czy korektora nie wklepuje się tak przyjemnie i szybko jak droższymi gąbeczkami, ale wszystko da się zrobić. A Wy, używacie Beauty Blendera? Jak go oceniacie?